Nie lubię dzieci.
Dzieci, a raczej małe potwory jak je nazywam są małe, wredne, hałaśliwe i cholernie kłopotliwe. Nigdy nie lubiłam dzieci. Nigdy nawet nie miałam jakiegoś instynktu macierzyńskiego, który namawiał mnie do tego, by kochać każde malutkie dziecko. Obrzydzają mnie i przerażają jednocześnie, jednak są momenty, kiedy trzeba je znosić, a dlaczego ich tak bardzo nie lubię? Cóż... jest parę przykładów, a najbardziej te przykłady widać w restauracji.
1. Mali Budowniczy.
Najgorsza rzecz, jaką rodzice mogą zrobić, to pójść ze swoim kochanym brzdącem do restauracji. Najlepiej jeszcze ze swoimi znajomymi, którzy również przychodzą ze swoimi "pociechami" których zazwyczaj jest dwójka lub trójka. Przychodzi sobie takie małe przedszkole do restauracji i zostawiają potworki przy zabawkach, a sami zajmują się jedynie sobą. No i się zaczyna...
Kiedy w restauracji mają kącik z zabawkami dla dzieci, małe potwory rozwalają wszystkie zabawki na podłogę i zmieniają się w architektów i budowniczych. Rodziców oczywiście nie obchodzi, że ich pociecha rozpierdala zabawki po całej sali, utrudniając jednocześnie pracę kelnerom, którzy muszą iść z talerzami między ich "budowlami" (A spróbuj tylko przypadkiem to rozwalić) prawie zabijając się o nie. Kelnerzy nie mogą oczywiście zwrócić uwagi rodzicom zatopionych w rozmowie z kolegami, bo przecież ich pociechy to największe aniołki i najważniejsze postaci tego miejsca.
Oczywiście po wyjściu z restauracji zostawiają syf, bo kelner posprząta.
2. Alergia na jedzenie
Kiedy wreszcie zamówią jedzenie i usadzą dziecko przy stole...zaczyna się koszmar kuchni.
"A z czym to jest..." "Ale prosimy bez cebulki..." "A czy można ściągnąć z tego szczypiorek? Brajanek nie znosi zielonego" "Ile jeszcze będziemy czekać? Bo moja XX jest już bardzo głodna". Gdy pociechy dostaną jedzenie zaczyna się popis pod tytułem "zjem tak, by zostawić jak najwięcej na stole". Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego rodzice nie potrafią nauczyć swojego dziecka jeść wszystkiego co jest na talerzu, albo chociaż zwrócić mu uwagę, by nie wywalał połowy jedzenia na stół. Rozumiem, że używanie noża i widelca razem to wyczyn równy zdobyciu doktoratu z fizyki, jednak patrząc na niektóre dzieci dochodzi się do wniosku, że chowane są w chlewie.
3. Amelka będzie śpiewaczką operową
Miła, cicha, spokojna niedziela w restauracji, Para siedząca przy stoliku je spokojnie swoje zdanie, dziadek wsuwa rosół, czytając gazetę, koleżanki siedzą razem, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Każdy zajęty sobą jeszcze nie wie, że zaraz ich ciszę przerwie.... bachor, który zaczyna wrzeszczeć i płakać, już nie mówię o zwykłym płaczu, kiedy dziecko powinno o którejś tam godzinie spać, a rodzice na upartego go ciągną. Nie. Ja mówię o wyciu. Tym okropnym wyciu, bo dziecko czegoś nie dostało. Syrena rozbrzmiewa po całym pomieszczeniu zaczynając irytować każdego z osobna, a dziecko nie przestaje, póki się nie zmęczy, albo kiedy nie dostanie tego czego chce. Rozpieszczone dzieci to najgorsze dzieci.
Coś czuję, że nigdy nie zostanę matką, patrząc na potwory mijane i widziane w pracy mój instynkt macierzyński się nigdy nie włączy, no chyba, że do kotów...ale to już inna historia.