czwartek, 2 lutego 2017

Kogut na dachu

Miałam wrócić na Nowy Rok z nową notką.  Mamy 2 luty. Powiedzmy, że chodziło mi o Chiński Nowy Rok, który był trochę później i jeszcze się załapię na jakieś spóźnienie w miarę dopuszczalne.
 Gdybym miała robić jakieś  plany na 2017 rok, to pewnie bym ich nie dotrzymała, jak widać na załączonym poście. Mamy luty! Styczeń już dawno minął. (całe dwa dni temu... bardzo dawno. Bardzo)
Stwierdziłam, że zacznę posty dodawać trochę częściej niż raz na dwa miesiące. Może raz na miesiąc, albo półtorej. Ale na pewno postaram się nie zaniedbywać mojego bloga.
Moderator Tofik będzie patrzeć. Nawet teraz patrzy na mnie wzrokiem pogardy, stojąc na parapecie i usilnie starając się dobrać do mojego biurka.
edit: Kot wskoczył na biurko i pyszczkiem ociera się o mnie, pragnąc bliskości.  Wciskając się pomiędzy laptop a ścianę i robią rundkę za drukarką, żeby znowu przenieść się na parapet.
... Kocham Cię kot.

Mamy rok koguta!
Z koguta robi się rosół.
To będzie mój rok.
Zaczął się hucznie

Beauty kącik:
Już w grudniu stwierdziłam, że jestem poważną, dorosłą osobą (hehe) i stwierdziłam, że nic się nie stanie jak zafarbuje sobie włosy, trzy pierwsze próby farbowania odbyły się szamponetkami. Ciemny brąz i dwie czarne.
Kolejnym krokiem było odważne zakupienie szamponu koloryzującego o cudownym kolorze granatowej czerni.
Mamy 2 luty.
Cholerstwo nie chce się sprać.

  •  funfact: soda oczyszczona jedynie lekko zmywa  kolor. Na pewno zmywa granat. Już nie mam granatowych włosów i niebieskiej skóry na głowie.
  • funfact dwa: minął rok od ostatniego ścinania włosów. Moje włosy urosły do 18 cm. więc wychodzi, że co miesiąc rosły o 1.4 cm. Szybko.
  • funfact trzy: co 3 dni śni mi się sen o włosach.Powoli zaczynam mieć kręćka z nimi.

Sesja powoli zbliża się ku końcowi, więc z tej okazji oglądam seriale  na potęgę. Oczywiście nauka do egzaminów również schodziła na boczny tor.  Jak na razie  wszystkich w domu gwałcę grą o tron do której w końcu się przekonałam i nie rozumiem siebie, jak nie mogłam się do tego przekonać. Może po prostu Ola nie potrafi zachęcać do oglądania seriali 
"Bo wiesz....gra o tron to jest po prostu mordowanie i zabijanie się nawzajem"
No to niezbyt zachęcało. 
Ale w ciągu miesiąca obejrzałam już prawie 4 sezony. Do końca ferii obejrzę wszystko i będę mogła oglądać na bieżąco. Znowu włączy się we mnie kac serialowy. Czekanie na kolejne odcinki będzie torturą.
Poza tym! W planach mam sławne: House of Cards, Breaking Bag, The walking Dead.
To ma dużo sezonów. Nie będę się nudziła. 

Od kolejnego semestru zaczynam specjalność. Mam dziwne uczucie, że to nie będzie to, czego się spodziewam. Ale przyzwyczaiłam się do rozczarowań an studiach...jak  i w całym życiu... humor dekadentów znowu mnie napada...idę obejrzeć grę o tron...











czarna mała kropka.

środa, 21 września 2016

cotojest...

Kochany pamiętniczku.
Byłyśmy z Olą w Krakowie. Smok nie żyje, Wisła płynie w dobrą stronę. Na rynku można kupić muszelki i kierpce.


Adam Mickiewicz to i po śmierci ma przejebane.
 Gołębie na niego srają. Dzieci próbują na niego wejść... 
musi przez cały czas patrzeć w jedną stronę... 
  Słowacki był lepszy.



Dobry wieczór. mamy godzinę 23:58. 21 wrzesień. Do 8 części Harryego Pottera dzieli mnie jeszcze miesiąc. Ale to lepsze niż trzy miesiące. Proszę jak szybko minął ten czas.
A to też oznacza drugi rok studiów.
Gdzie mi się podział ten podręcznik o integracji i uspołecznieniu się... no gdzieś mi się zapodział...

od 11 minut staram się sklekocić coś, co będzie miało chociaż trochę sensu, jednak słabo mi wychodzi. Możliwe, że moje myśli są tak  pokręcone, albo ja jestem na tyle rozkojarzona,  że nic logicznego nie przychodzi mi do głowy. A może to po prostu norma u mnie.
 Dobra. Coś z tego będzie.

Monolog nocny.

Mamy 22 września pierwszy dzień jesieni, Jesienia zawsze mi się kojarzyła ze szkołą. Ona z gimnazjum, a gimnazjum z  początkiem fascynacji Japonią i Koreą. 7 lat już w tym siedzę. 7 lat to bardzo dużo. Przez te 7 lat mój gust został spaczony przez  wszystko co możliwe. I co teraz? SHINHWA dla mnie są jak wino... chciałabym się napruć tym winem. Mają około 35 lat... To jest 15 lat więcej ode mnie. Ale co z tego. Pamiętam, jak mając... 14-15 lat kochałam się w 40 latkach...ponad.
Japończycy są po prostu bardzo dobrze zakonserwowani. (L arc en Ciel, Glay...)
W sumie to dziwne, że w Szybkich i Wściekłych Japończyka grał Koreańczyk...
Wszyscy zachwycali się tym blondasem, co to zmarł... a ja za każdym razem zacieszałam gdy widziałam Hana. Spaczenie. SPACZENIE MOI DRODZY.

Mam ochotę na Bigos... Ale taki dobry. z chlebem grubo posmarowanym masłem.
To chodzi za mną od dłuższego czasu... oj albo gołąbki.
Gdybym miała robić gołąbki, to musiałabym jechać do Wawy zawieść je DDN.
DDN to najlepszy Oppa na świecie.

Jako Biseksualny Ateista boję się, że któregoś dnia ktoś mi wpieprzy. Nie jestem stuprocentową Polką. Może powinnam kupić sobie ciuchy w h&mie zamienić imię na dżesika i pójśc do spiża by wyrwać jakiegoś sebixa?
Nope.


Ayo Lee wróciła do Polski.
Ayo Lee jest spłukana.
Ayo Lee jest smutna...

Boli mnie to, że  filmiki na YT, które były wrzucane 9 lat temu jako HD...już nie wyglądają na hd...
Czuję się jak na imprezie pikselowej...



- Tamara co oglądasz?
- czwórkę trzydziestoletnich facetów grają ze sobą w grę, gdzie są pudełkami i zabijają się nawzajem.
Zrozumiałam, że tylko dzięki temu, moja babcia będzie w stanie ogarnąć czym się jej dziecko interesuje...
Mogłam tak podobnie zrobić z pokemonami. 



piątek, 9 września 2016

b^2-4ac

. . .
mamy godzinę 12:20.
Kiedy to napiszę ta godzina własnie pojawia  się na zegarze z mojego kochanego laptopa. Oblepionego   naklejkami z plus social, które  posiadam z imprez kpopowych. Najlepszych imprezach jakich byłam tak mówiąc szczerze.
Ok. Jedynych imprezach na których się pokazuje. Taka  prawda.

 W ciągu ostatniej godziny zdążyłam  zakadzić cały pokój olejkiem  konwaliowym (dzięki mamo, że  smażyłaś jakiś gulasz, dzięki czemu w całym domu nim było czuć. Dzięki. Dzięki.)
zdążyłam obejrzeć  nowy odcinek Markimoo,  polajkować około 40 zdjęć kotów na instagramie, zrobić odpis na RP do którego należę. (jestem dumna z tego odpisu. Wena do mnie powróciła)


W tle leci sobie Butterfly od f(x) w wersji instrumentalnej, które wielbię od czasu jego wydania, a mnie samej wzięło na przemyślenia. Czyli typowa Sasu w godzinach nocnych.

Wszędzie natrafiam na posty moich znajomych, którzy coś robią, jedna przechodzi na dietę, ograniczającą słodycze, druga osoba robi jakieś kursy, trzecia ma plany wyjechania z kraju, czwarta chce zdobyć kilimandżaro wchodząc na nie w płetwach.
Wszędzie piszą "rób coś" "bądź kreatywny" "spełniaj się" "twórz coś" "RÓB COŚ ZE SOBĄ"

A ja siedzę z włosami przesiąkniętymi fryturą i wciąż lajkuję posty o kotach.
Jednak po takich postach zaczynam z lekką obawą lajkować posty o kotach.

Podziwiam ludzi, którzy posiadają  jakiś plan w życiu.  Kończę te studia, chcę robić to i to.
Ja w ciągu 5 lat zmieniałam tak dużo razy plany na swoje życie, że w końcu  jestem w punkcie, gdzie nie mam pojęcia co mam ze sobą zrobić.

Czy skończenie 20 oznacza, że trzeba wiedzieć co w życiu robić, czy mam może jeszcze jakieś  kilka lat, aby znaleźć coś co się chce robić?
 Było już w planach:
- geograf
- grafik
- grabarz
- marynarka wojenna
- kosmetologia/ wizaż.
- pewnie milion innych rzeczy.


Pomysłów jest dużo. W cholerę że tak się wyrażę nieładnie. (zapisali mi właśnie to na minus) Jednak co z tego wyjdzie? Nie mam pojęcia.

Wakacje się skończyły. Za miesiąc idę na studia. Lecimy z drugim rokiem studiów dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Został rok. A co będzie dalej, to pewnie dowiem się godzinę przed ostatecznym wyborze magisterki.


A TO WSZYSTKO DLATEGO, ŻE NIE DOSTAŁAM LISTU Z HOGWARTU.

niedziela, 14 sierpnia 2016

ZFK2016.jpg

Zmęczona jestem. I będę jeszcze taka przez kolejne dwa dni. Ale co z tego? Kolejny dzień w roku mogłam spędzić z ludźmi, którzy dzielą ze mną te same zainteresowania. Mówią tym samym fandomowym językiem. I co jest najważniejsze...rozumiemy się nawzajem.
Szczególnie wtedy, kiedy  ogłosili, że Jackson wrócił do blondu zawrzało od krzyków  pochwały i szczęścia. 
Nie dziwię się. Jackson w blondzie wygrywa życie.

Krótkie podsumowanie ZFK w Krakowie 2016.


1.  Nie wiem jak to się dzieje, ale mijając ludzi w drodze na miejsce zbiórki, a potem kiedy szłam po Ayo od razu można było się domyśleć które jeszcze osóbki idą na zlot. Coś w nas jest, że się da nas rozpoznać w grupie. I nie mówię tutaj o oczywistych fanach gdzie noszą bluzy czy koszulki z nazwami zespołów, czy inne gadżety. Coś w nas jest, że dało się nas rozpoznać. Oczywiście dochodząc na miejsce zbiórki to już z daleka było widać kolorowe włosy i ubranych głównie na czarno ludzi. CO MY SIĘ TAK DOCZEPILIŚMY TEGO KOLORU?!



2. Ayo Lee 
a. Ayo Lee jest przegrywem życia. Naprawdę Cię uwielbiam słoneczko, jednak to przez Ciebie nie dostałyśmy ostatniego punktu w kalamburach, bo nie znałaś CL the baddest female. Wstydź się. WSTYDŹ!
b. nie kradnij mi już więcej czapki.
c. prawdopodobnie jest jedyną osobą, która może się do mnie bez pytania przytulać. Doceń to.
d. Może kiedyś będzie reaktywacja Onion Squadu.

3. Sam Zlot.
a. Oceniam na mocne...6/10.  Domyślam się ile pracy i cierpliwości musiało zająć zorganizowanie wszystkich nagród,  pozwolenia na to byśmy siedzieli na środku rynku w Krakowie, pilnowania by wszystko poszło dobrze, jednak  parę drobiazgów sprawiło, że w niektórych momentach człowiek się nudził.  Ale i tak! Szacunek dla organizatorek, które odwaliły kawał dobrej roboty! Niech Bozia wam w oppie wynagrodzi i zapasie kimchi.
b. Pozdrawiam  dziewczynę z nogą w gipsie i jej opiekuna, który  przez cały zlot z nami siedział. Co on sobie musiał o nas pomyśleć.

c. Gościu, który  włączył na cały regulator głośnik z fantastic baby powinien dostać paczkę ryżu w prezencie. Widok  turystów patrzących się na nas z przerażeniem, kiedy  na cały regulator śpiewaliśmy Fantastic Baby było przepiękne.
d. Nasz fandom jest najbardziej atrakcyjny. :3 
e.  Jeske musi  poznać Nalina.


1. Dziórawy Kocioł zaliczony!
     Jako wielki fan Harry'ego Pottera nie mogłam nie pójść do kawiarni ucharakteryzowaną na Harrym.  Polecam Zimne kremowe piwo i deser grubego mnicha! Pomieszczenie kawiarni mieści się  w piwnicy,  brak jakichkolwiek okien sprawiała, że czułam się, jakbyśmy siedzieli w  sali eliksirów u Snape'a czy pokoju wspólnym Ślizgonów. Muzyka, która leciała oczywiście była Soundtrackiem z Harryego. Przez cały czas, kiedy tam siedzieliśmy z Ayo i Alice tematy naszych rozmów krążyły wokół Harryego Pottera.  Huncwoci, która część  książki i filmu jest najlepsza, dlaczego film jest tak okrojony, paringi (ach te fanki yaoi) który bohater jest najfaniejszy... Gdybyśmy mogły, siedziałybyśmy tam do północy. Ale trzeba było wracać na zlot.

2. McDonald.

Mam dość śmieciowego jedzenia na kolejne 2 tygodnie. Za dużo i za często.  Nope.

3. Afterparty.
 Mogłam być na swoim ulubionym stanowisku DJ'a. Dziękuję Julii i Oli, że pozwoliły mi siedzieć i wybierać playlistę.  Dzięki temu wy mogłyście  się pobawić i porozmawiać ze znajomymi, a ja przerażona załatwiałam piosenki ze swojej komórki...
Ale żeby mieć tak mało piosenek girlsbandów i  piosenek ze złotego wieku kpopu? No wiecie? Nieładnie.
Dziękuję wszystkim, którzy bawili się  na Afterparty!
Niestety przez zbyt wielkie wczucie się w muzykę  teraz nie potrafię mówić. Nigdy więcej już nie będę  próbowała wyciagać wysokich nut w piosenkach, wrzeszcząc na całe gardło. I chyba się przeziębiłam od tej klimatyzacji za sobą... ból. ALE I TAK BYŁO WARTO!
ps. Zauważyłam, że koreańce wyjątkowo dobrze się bawili do MAMAMOO. TO JEST ZNAK!

TORT.
 Tort był bardzo dobry.  Próbowałam. Malinowy. Podobno kawałki z talerza były wcześniej na talerzu. Nie czuć było. Ekhm...Tak.


4. Dziękuję, Dziękuję. 

W tym momencie osoby, które nie znają mnie jako osobę sentymentalną mogą ominąć ten wątek.


Ayo Lee - Dziękuję, że spędziłaś ze mną tyle czasu. Pomimo tego, że kiedyś miałyśmy spiny, to kiedy widzimy się na żywo  nie możemy się odkleić od siebie.  Żałuję, że tak rzadko się spotykamy. Naprawdę  bym chciała częściej się spotykać.
Agata- Dziękuję, że załatwiłaś mi nocleg, oraz spędziłaś ze mną niedzielę.  Jesteś urocza kiedy jesteś zmęczona. Nie kradnij mi więcej kołdry i uważaj na siebie. Mam nadzieję, że dojechałyście bezpiecznie.
UB. Ann i Karol - Dziękuję, że mogłam się znowu z wami spotkać.  Karol przepraszam, że  zmuszałam twoją rękę do ruchu. xD
Sus- ... to mieszkanie było za wysoko. Jesteś wygodnym człowiekiem. I przestań poprawiać tą grzywkę przez cały czas.
 Jeske- Pizza była niedobra. Miło było z tobą porozmawiać i poznać Cię nie jako "oppę kpopowego fandomu"
Koza - ... Jesteś za głośna dla mnie, ale nieważne.   Mam nadzieję, że mnie nie chcesz zabić i szanuję to co robisz. Pamiętaj.  Jak się nazywała ta książka  od  c++? 
Ekipa z Tauronu - dziękuję, że się mną zajęłyście  i pozwoliły przenocować.  Kawały o żydach,  soczek i bułka. Jesteście naprawdę wspaniałymi osobami.  TO KOMPLEMENT NA KTÓRY NIE KAŻDY SOBIE ZASŁUŻYŁ.
Monika- Dziękuję za przenocowanie i danie wszystkiego czego potrzebowałam.  Jak obiecałam tak zrobię! Podaj adres, a ja Ci wyślę paczkę słodyczy! Chyba nie schowałam piżamki. Przepraszam.
Anita- TY SŁODZIUTKA ISTOTKO! *Pac Pac po główce*
Ola- Wszystkiego Najlepszego! Mam nadzieję, że  reszta dnia była dla ciebie milsza (wyglądasz jak gówno od razu po obudzeniu w dniu urodzin...chyba musisz uważać na ten rok)
Magda - również dziękuję za spędzony czas. Obejrzyjmy kiedyś  UR razem!

Wszystkie osoby z którymi zamieniłam kilka słów - pomimo, że pewnie nie znam, nie pamiętam waszych  imion to i tak jest mi miło i się bardzo ciesze, że mogłam z wami porozmawiać! Mam nadzieję, że za rok będziemy mogli się znowu bawić razem. 



A teraz tylko czekać, aż  się pojawią filmiki i  zdjęcia. Boję się.


Elf musi dostać elficką różę.



środa, 20 lipca 2016

koszmar_chemika.png

Drastycznie zmieniłam tło i nagłówek  na blogu jak widać.
 Cóż... na razie w mojej głowie się dzieje to co widać. #sztuka #zesztukąniedyskutuje
Ciekawe jakby zareagowało ASP, nad którym się zastanawiałam.
 UE Nie spełnia moich oczekiwań. Smutne, ale prawdziwe. Poszłam na dziennikarstwo z wielkimi wątpliwościami. Po tygodniu chciałam się przepisać na inny kierunek. Teraz biernie zdawałam  egzaminy jak najlepiej, łudząc się, że może chociaż z tego chodzenia jakieś stypendium naukowe dostanę... Chociaż nic nie wiadomo.  Jak nie, to chociaż będę miała dalszą myśl, że jestem w czymś dobra a dawno tak się nie czułam.
      Nie mogę opierać  brody o dłoń, bo od razu mój kciuk niespokojnie drga. Czy powinnam się tego obawiać, czy już umieram, czy ostatnio przesadzam z jakimś składnikiem w pracy, czytaj pepsi, którą tam namiętnie piję? Boję się, że moje zęby się rozpuszczą. Sny o traceniu zębów były zawsze najgorsze.
Wracając.
 Zastanawiałam się nad rzuceniem studiów i przejściu na ASP.
Cóż... poprzestałam na chęciach. Przeszłam się do  ASP w Katowicach to "dziekanatu" z kierunku projektowania graficznego. Charyzmatyczna a zarazem  przerażająca Pani Basia była w stanie mnie już zapisać i opracowała mi cały plan na te studia, łącznie z wzięciem   urlopu dziekańskiego na rok by jakby co móc wrócić na dziennikarstwo...lol.
Dowiedziałam się, że jestem skrzywiona studiami. Cóż... mało się nie pomyliła. I powinni mnie wyprostować na ASP. Przeraziło mnie to. Koniec końców, po  dyskusji w domu, rozmowach ze znajomymi, zostaję na dziennikarstwie, aczkolwiek drugi licencjat na pewno będę robić. Ale co? To się jeszcze okaże.
Zawsze chciałam iść na klimatologię. Zastanawiałam się nad informatyką. No i grafika. Ale życie stwierdziło, że będzie zabawnie, jak pokrzyżuje całe życie i teraz jesteśmy gdzie jesteśmy.

1. Zmieniłam pracę. Jest fajniej.
2. Nie jest fajnie, prawie straciłam 2 palce i wciąż czyha na mnie poparzenie 3 stopnia
3. Nawróciłam się znowu na fandom... Najlepiej się trzymać ze swoimi.
4. Wciąż nie lubię ludzi...
5.  Zostało 24 dni do Zlotu fanów K-popu. Znowu spotkanie rodzinne.
6. Dlaczego kobiety w teledyskach robią z siebie obiekt seksualny, traktowany jak towar?
7. Muszę staranniej dobierać sobie znajomych.

środa, 29 czerwca 2016

ZOO

"Ola idźmy do Zoo!" 
 Ten pomysł powstał w mojej głowie w niedzielę, kiedy  to siedząc w pracy, przeglądałam na necie co można porobić w Katowicach. W końcu na Mariacką nie śpieszy nam się zajrzeć a i sama forma leniwego jedzenia też zaczyna być nudna. No to co. Zoo? Zoo.
Wybrałyśmy się w Poniedziałek z rana.  Co jest największą zaletą bilety są dla studentów tanie, więc dlaczego byśmy miały nie skorzystać. A trzeba przyznać, Śląskie Zoo było wesołą wycieczką.

Strażnik Drogi.
-To gdzie teraz?
-Tędy - powiedziała Ola, wskazując na jakąś dróżkę
-A czemu nie tam? - jęknęła Sasu, pokazując na drogę gdzie były jakieś ciekawsze zwierzęta
-BO TAM  DOJDZIEMY WIDZISZ? MUSIMY ZROBIĆ TAKIE KÓŁECZKO!
Danie mapy Oli było największym błędem, bo Ola jako perfekcjonista szedł zgodnie z wyznaczoną trasą. Jak na początku nam szło potem coś się popsuło... Chyba minęliśmy przez to 2 zagrody. Ale  byłyśmy tak zmęczone, że już nam było wszystko jedno.  Nie zgubiłyśmy się, a GPS nie był nam potrzebny

Antylopy i inne Jelenie.
Chodząc po Zoo każda z nas miała swoje cele do obejrzenia zwierząt. Ola miała surykatki, jaguary, słonie i wilki. Ja miałam alpaki, lamy,  żyrafki i słonie. Jednak to nie jest takie łatwe. Uświadomiłyśmy sobie w połowie drogi, że coś jest nie tak. Co zagrodę mieszkały zwierzęta podobne do siebie. A to jeleń. A to inny jeleń pod inną nazwą. A to antylopa, a to kopia antylopy...   Widząc kolejne jeleniopodobne zwierzę dawałyśmy sobie spokój skracając sobie drogę. No ile antylop można oglądać? A co z resztą?
Przyszłyśmy akurat po porze karmienia, więc większość zwierząt spała. Widok Tygrysa, leżącego na pryczy przypominał mnie, kiedy nie mam nic do roboty. Aż mi się miło zrobilo patrząc tak na nie. Coś jednak mam z nich.  Słonia nie było. u Hipciów sprzątali, a alpaka siedziała w domku i nie chciała wyjść. Wilki spały. Podobno wychodzą wieczorem w nocy. Przykrość.  Zostały nam antylopy do pooglądania i jelenie. Ale czy żałowałyśmy wyjścia? Oczywiście, że nie! w końcu widać po zdjęciach.


 - No Ola uśmiechnij się! 


*Ola staje i uśmiecha się, zastanawiając się co takiego zrobiła, że musi być na zdjęciu. Mama będzie zadowolona...No rób to zdjęcie*

- nieszczery ten uśmiech...





środa, 13 kwietnia 2016

Małe potwory. Żal numer dwa.

    Nie lubię dzieci.
Dzieci, a raczej małe potwory jak je nazywam są małe, wredne,  hałaśliwe i cholernie kłopotliwe. Nigdy nie lubiłam dzieci. Nigdy nawet nie miałam jakiegoś instynktu macierzyńskiego, który namawiał mnie do tego, by kochać każde malutkie dziecko.  Obrzydzają mnie i przerażają jednocześnie, jednak są momenty, kiedy trzeba je znosić, a dlaczego ich tak bardzo nie lubię? Cóż... jest parę przykładów, a najbardziej te przykłady widać w restauracji.
1. Mali Budowniczy.
Najgorsza rzecz, jaką rodzice mogą zrobić, to pójść ze swoim kochanym brzdącem do restauracji.  Najlepiej jeszcze ze swoimi znajomymi, którzy również przychodzą ze swoimi "pociechami" których zazwyczaj jest dwójka lub trójka.   Przychodzi sobie takie małe przedszkole do restauracji i zostawiają  potworki przy zabawkach, a sami zajmują się jedynie sobą.  No i się zaczyna...
 Kiedy  w restauracji mają kącik  z zabawkami dla dzieci, małe potwory rozwalają wszystkie zabawki na  podłogę i zmieniają się w architektów i budowniczych.  Rodziców oczywiście nie obchodzi, że ich pociecha  rozpierdala zabawki po całej sali, utrudniając jednocześnie pracę kelnerom, którzy muszą iść z talerzami między ich "budowlami" (A spróbuj tylko przypadkiem to rozwalić)  prawie zabijając się o nie. Kelnerzy nie mogą oczywiście zwrócić uwagi rodzicom zatopionych w rozmowie z kolegami, bo przecież ich pociechy to największe aniołki i najważniejsze postaci tego miejsca.
Oczywiście po wyjściu z restauracji zostawiają syf, bo kelner posprząta.
     2. Alergia na jedzenie
Kiedy wreszcie zamówią jedzenie i usadzą dziecko przy stole...zaczyna się koszmar kuchni.
"A z czym to jest..." "Ale prosimy bez cebulki..." "A czy można ściągnąć z tego szczypiorek? Brajanek nie znosi zielonego" "Ile jeszcze będziemy czekać? Bo moja XX jest już bardzo głodna". Gdy pociechy dostaną jedzenie zaczyna się popis pod tytułem "zjem tak, by zostawić jak najwięcej na stole". Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego rodzice nie potrafią nauczyć swojego dziecka jeść wszystkiego co jest na talerzu, albo chociaż zwrócić mu uwagę, by nie wywalał połowy jedzenia na stół. Rozumiem, że  używanie noża i widelca razem to wyczyn równy zdobyciu doktoratu z fizyki, jednak  patrząc na niektóre dzieci dochodzi się do wniosku, że chowane są w chlewie.
   3. Amelka będzie śpiewaczką operową
Miła, cicha, spokojna niedziela w restauracji, Para siedząca przy stoliku je spokojnie swoje zdanie, dziadek wsuwa rosół, czytając gazetę, koleżanki siedzą razem, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Każdy zajęty sobą jeszcze nie wie, że zaraz ich ciszę przerwie.... bachor, który  zaczyna wrzeszczeć i płakać, już nie mówię o zwykłym płaczu, kiedy dziecko powinno o którejś tam godzinie spać, a rodzice na upartego go ciągną. Nie. Ja mówię o wyciu. Tym okropnym wyciu, bo dziecko czegoś nie dostało. Syrena rozbrzmiewa po całym pomieszczeniu zaczynając irytować każdego z osobna, a dziecko nie przestaje, póki się nie zmęczy, albo kiedy nie dostanie tego czego chce.  Rozpieszczone dzieci to najgorsze dzieci.
  Coś czuję, że nigdy nie zostanę matką, patrząc na potwory mijane i widziane w pracy mój instynkt macierzyński się nigdy nie włączy, no chyba, że do kotów...ale to już inna historia.