czwartek, 24 marca 2016

Mężczyzna z ulicy Stawowej i jego przyjaciel.

   Kiedy byłam małym i bardzo gadatliwym dzieckiem, czyli mając jakieś 3-4 latka to moja mama jeszcze studiowała polonistykę na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Były to czasu naprawdę odległe, jednak do teraz pamiętam jaką wielką atrakcją była wycieczka do Katowic. Najpierw jazda pks-em, by na Brynowie wejść do tramwaju. Tramwaj był ważną częścią wycieczki. Uwielbiałam nim jeździć.  Szybkie załatwienie spraw na Uniwersytecie i już dreptałam z mamą do centrum Katowic. Ulica trzeciego  wydawała mi się najdłuższą ulicą która się nie kończy, a na miejscu dzisiejszej Galerii Katowickiej był plac na którym jeszcze się nic nie działo. Jednak najważniejszą rzeczą wycieczki była ulica Stawowa.  Uwielbiałam wrzucać  groszówki do fontanny z żabką, która jeszcze do dzisiaj stoi na sławetnej ulicy, a sama Stawowa wydawała się dla mnie  bardzo tłoczną ulicą. Wycieczkę kończyłyśmy w Macu, biorąc zestaw dla dzieci z nugetsami i zjeżdżając na zjeżdżalni, która znajdowała się w środku  McDonaldu.
   Dzisiaj tą ulicą przechodzę parę razy w tygodniu i nie robi ona na mnie już takiego wrażenia jak za czterolatka. Stawową można uznać za kanał łączący  pks z Galerią Katowicką. Codziennie, każdej godziny przechodzi nią setki ludzi. Są to starsi ludzie, nie śpieszący się nigdzie, turyści, taszczący plecaki i karimaty na plecach, uczniowie i studenci, wracający ze szkół, często wlepionych wzrok w komórki, lub ściskających  dumnie w ręku plastikowy kubek ze starbucksa (bo to przecież teraz modne...lepsza kawa jest w Koffeina bistro na rogu stawowej i trzeciego maja) biznesmeni, odwaleni w ciuchy z najnowszej kolekcji zary, dzieci z rodzicami, obcokrajowcy, którzy nie do końca wiedzą gdzie się znajdują i inne jednostki śpieszący się na autobus, do znajomych, na tramwaj. Skupieni się na samych sobie nie zauważają pewnego człowieka, który jest dla mnie nieodłączną częścią ulicy stawowej. 
   Otóż człowiek ten  ma przyjaciela, który zawsze przy nim jest. Dużego owczarka niemieckiego, leżącego na jego kolanach, lub obok wózka inwalidzkiego. Ów człowiek to biedny mężczyzna, około 50 który codziennie stoi po lewej stronie Stawowej tuż obok H&M'u i McDonaldu. Zbiera jedzenie. Nigdy nie prosi o pieniądze, jednak ludzie wrzucają mu do pustego pudelka  arę drobniaków. 
Kiedy zaczynałam studia, przechodziłam obok niego obojętnie. Brałam go za każdego innego żebraka, który zbiera pieniądze na alkohol, a jedzenie wyrzuca do śmieci, jednak z każdym dniem, tygodniem  zauważałam, że to nieprawda. Podchodzą do niego uliczni sprzedawcy warzyw, przynoszący mu owoce i warzywa, za które on dziękuje i wkłada do torby. Pewnego dnia, kiedy wracałam do domu przypomniałam sobie, że mam przy sobie kanapki, które wiem, że nie będę chciała już zjeść, a jak je zaniosę do domu, to znowu będę musiała wysłuchiwać, dlaczego to nie zjadłam kanapek. Postanowiłam mu je oddać. Bardzo się bałam podejść, bo nie wiedziałam jak on zareaguje. Jednak coś we mnie mówiło, że to jest dobry pomysł i przecież nie robię nic złego. Po prostu chcę pomóc drugiemu człowiekowi, który się ma gorzej w życiu niż ja.  Jego podziękowanie i szczera radość sprawiły, że poczułam się lepiej. Pierwszy raz od długiego  czasu poczułam się potrzebna drugiej osobie, a ta osoba jest szczęśliwa z mojej pomocy.  Do końca dnia byłam szczęśliwa, że tym gestem ktoś poczuł się lepiej. Od tamtego czasu  kiedy wiem, że bd przechodzić stawową pamiętam, by  zawsze mieć coś do jedzenia. 
   Ludzie przechodzący obok niego, patrzą się jakby był śmieciem, kimś gorszym. Czymś, co powinno być usunięte ze stawowej bo burzy  estetyczny wygląd "lepszej" dzielnicy Katowic. Są też tacy, którzy odwracają wzrok, nie patrzą się, udawają, że go w ogóle nie widzą. Ich ten problem nie dotyczy. Przecież mam pieniądze, dom, rodzinę.  Jestem ponad to wszystko. Dlaczego mam pomagać. Podzielić się z drugim człowiekiem jedzeniem? Bochenek chleba nie kosztuje majątek, a jeśli raz na jakiś czas wydam 20 złotych  by kupić jedzenie dla tego człowieka to wiem, że nie zbiednieję. Może jestem do tyłu z dwoma dychami, jednak widząc jego uśmiech i radość,za każdym razem kiedy do niego podchodzę i przynoszę mu jedzenie jest lepsze niż kawa ze starbucksa którą bym mogła kupić za te pieniądze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz